Miesięczne Archiwa: Grudzień 2010

STRAAASZNY MARYNARZ

W dniu 26 listopada przystąpiłam do egzaminu na starszego marynarza w Urzędzie Morskim w Szczecinie. Szczecin wygrał z Gdynią przyjaznym podejściem do stażu na żaglowcach, chociaż przemiły pan kapitan z komisji egzaminacyjnej postanowień rozporządzenia nagiąć nie mógł i czas spędzony na Chopinie policzył za 2/3. Dlaczego? Nie dlatego, ze Chopin to teraz 2/3 statku…dlatego, ze jest to statek szkolny (Sail Training Ship), a więc zgodnie z rozporządzeniem „statek specjalny”, a więc nienormalny, więc staż należy przyciąć. Ech… trudno, przynajmniej dopuścili do egzaminu.
Jako pierwszy przedmiot – nawigacja. Narysowałam sektory latarni, opowiedziałam o IALA, podałam parę komend na ster po angielsku i odpowiedziałam na pytanie „dlaczego nie studiuję na Akademii Morskiej”. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą – bo studia nie pozwalają pływać!
Drugi przedmiot – przewozy morskie. Pierwsze wylosowałam pytanie z…ładowni. Oczywiście, a z czego by innego. Ładowni nie widziałam na oczy, ale Vademecum Marynarza Pokładowego zakułam rzetelnie, więc rozpoczynam traktat o pokrywach, kształtach, myciu, BHP, itp itd. Pan spytał tylko, na jakich statkach pływam, pokiwał głową i wstawił bdb.
Czekam na kolejny egzamin w tym samym pomieszczeniu. Starszy pan kapitan siedzi przy drugim końcu stołu i widze, że nerwy mu puszczają. „Co to jest ograniczona widzialność?” – w odpowiedzi tylko „eeeee…wiedziałem to…eee…”. Chwila przerwy. „A co statki mają obowiązek robić we mgle?. „eeee…no…ten…sygnały nadawać….”. Chwila przerwy, a po niej spokojne, zimne „niech pan wyjdzie i wróci, jak się pan nauczy”. Radosna i z uśmiechem na twarzy zasiadłam na miejscu niedoszłego skazańca i odpowiedziałam na kilka pytań z MPZZM i łączności. Były to pytania bardzo proste, także bułka z masłem, a pan egzaminator aż zarumienił się ze szczęścia, że są jeszcze ludzie, którzy coś wiedzą. Owe „coś” to naprawdę niewiele na tym poziomie edukacji morskiej. Jeszcze tylko egzamin z ochrony środowiska i koniec…no i trafiłam na kobitkę egzaminatora. Oooj ciężko było. Wypytała mnie z MARPOLu w stopniu znacznie większym, niż to sugeruje Vademecum Marynarza.
Egzamin zdałam, świadectwo zdania uzyskałam, jeszcze tylko staż dopływać i będę mogła pełnoprawnie odkuwać rdzę i być operatorem pędzla, jak to ujął Pan Kapitan Piotrek Leszczyński;-)