Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2010

ZDJECIA!!

Oto miejsca, gdzie mozna znalezc aktualnosci z rejsu:

www.facebook.com/chopinthecourse
www.youtube.com/poland

ZDJECIA!!

Oto miejsca, gdzie mozna znalezc aktualnosci z rejsu:

www.facebook.com/chopinthecourse
www.youtube.com/poland

IN MEDIO

Jesteśmy w mediach!
TVP2 „Pytanie na śniadanie” 0930
www.chopinthecourse.com

i sporo na facebooku!
:-)

DZIEŃ ZIEMNIAKA

Ystad.
Pierwszy port rejsu Polskiej Organizacji Turystycznej z okazji Roku
Chopinowskiego. Zadaniem załogi jest promocja Polski w Europie.

 

Wchodzimy
rano. Jesteśmy prawie punktualni. Na keji reprezentacja władz miejskich i
trębacz. Zaraz po obłożeniu cum całe towarzystwo wchodzi na pokład przy
akompaniamencie świstu trapowego i witane przez Kapitana kieruje się do salonu.
Sprawdzam cumy, dostawiamy jeszcze z Wiesiem dziób i biegnę do salonu. Rozmowa
jest nadzwyczaj miła, życzliwa. Widać, że goście są zachwyceni statkiem, co
poszerza tylko uśmiechy na naszych twarzach. Okazuje się, że trębacz, a
właściwie “rogacz”, bo instrument, na ktorym gra bardziej przypomina róg, ma
podobne zadanie, jak hejnalista z Mariackiej Wieży. Od godziny 1300 do 0100 co
kwadrans dmie w swój róg ogłaszając miastu, że wszystko jest w porządku. Wśród
ogólnej wesołości zaproponowano mi podjęcie próby zadęcia, która skończyła się
mizernym kwiko-chrobotem ku radości publiki.

 

Goście
wyszli, sprzątamy. Przed trapem kolejka, bo lokalne media nagłośniły, że statek
bedzie otwarty dla zwiedzających. Wychodzę przed tłum i przepraszam za
nieporozumienie. Smutne twarze odchodzą zawiedzione za wyjątkiem kilku, których
brwi marszczą się, a usta domagają wejścia na pokład. Atak ostatecznie odparty.

Załoga
uwija się, jak może. W końcu Kapitan daje się ubłagać i otwiera statek. Przy
trapie znowu tłum. Szybko organizujemy zwiedzanie grupowe i ustalamy zasady.
Dyrektor etapu proponuje rozdawaniu reklamowych ołówków i balonów. Załoga dmucha
więc owe balony, nasadza na patyczki i wkłada do rąk dzieci. Do ołówków nie
trzeba zachęcać. Szybko okazuje się, że trapowi mają ręce zajęte rozdawaniem i
nie dają rady zamykać trapu. Kreatywność na wysokich obrotach podpowiada wizję
stoliczka z pamiątkami. Znajdujemy w klasie za barem stary koślawy stoliczek,
nakrywamy białym przescieradłem. Przewiązujemy linką, dokładamy ozdobny
węzełek, ulotki i ołowki, a nastepnie stoimy wpatrzeni dumnie w nasze dzieło.
Stoliczku, nakryj sie!

 

W
kambuzie w dniu dzisiejszym przez tarki, noże i inne utensylia przechodzą całe
kilogramy ziemniaków – na placki ziemniaczane. Wachta kambuzowa pracuje
intensywnie wyklinając “dzień ziemniaka”.

 

Po
obiedzie udaje sie nam, tzn Skwarze i mi wyjść ze statku na pół godziny. Skwara
uruchamia swój siódmy zmysł lokalizacji etanolu i rozpoczynamy poszukiwania
miejsca zwanego System Bolaget, czyli szwedzkiego sklepu z alkoholem. Nie
wchodzę, bo zaraz zaczyna się moja wachta i czas pędzic na statek.

 

Od
1600 juz praktycznie spokój. Zwiedzanie tylko do 1700. Pojawiaja sie ludzie od
baletu na rejach, brasujemy na square i wraz z Bosmanem rozwieszają swój
sprzęt. Przyjezdza catering. Kapitan śpi, ogarniam sprawę. Gdzie stoły, gdzie
garderoba… Udaje sie. Jeszcze problem z Julią, ktora rano razem z dr Ulą
pojechała do szpitala po ataku kolki nerkowej. Czy wróci do załogi, czy
ubezpieczenie pokryje leczenie… Na szczęście na trapie zjawia się konsul i
słysząc o naszych zmartwieniach oferuje pomoc. Jesteśmy w domu. Kapitan
zaprasza konsula z rodziną na placki ziemniaczane, którymi Polacy zajadają się.
Tuż przed 1900 wskakuję w wyjściowy strój zakupiony w ostatniej chwili przed
wyjazdem na statek – granatowy żakiet, beżowa spódnica i czarne buty. Niestety
nie pomyślałam i wzięłam buty z małym obcasem, co zaskutkowało koniecznoscią
chodzenia na palcach ku ochronie pokładu.

 

Julka
wraca na statek z optymistyczną diagnozą i decyzją Kapitana może zostać. I
dobrze, bo pożycza mi czarne baletki. Uff, wreszcie normalne chodzenie!

 

O
1900 zaczęło się. Razem z Kapitanem witamy przy trapie gości. Na wszystkich
twarzach szerokie i szczere uśmiechy. Można byłoby powiedzieć “dużo pozytywnych
wibracji”, z tym, że nic nie wibrowało. Bawiliśmy gości, rozmawialiśmy,
sączyliśmy wino. Ludzie, w szczególności panie, z podziwem patrzyły na kobietę
oficera. W pewnym momencie czułam się trochę jak atrakcja turystyczna i swoista
osobliwość.

 

W
dalszej części wieczoru balet na rejach, fontanny i fajerwerki. Ludzie
wywijający niesamowite układy na zwisających z rozpiętych między rejami taśm
szarfach podbili serca publiczności i nasze. Sztuczne ognie były piękne,
niezmiernie długi spektakl.

 

Ludzie
wychodząc dziękowali za życzliwość i wspaniały wieczór. Myślę, że zapamiętają
Polską gościnność.

 

Po wszystkim impreza gitarowa w kambuzie,
potem na dziobie. Nie mamy co pić, więc nie pijemy nic -  śpiewamy i gramy. Załoga już zgrana.
Dziennikarze podtykają kamery pod twarz, ale już nikomu to nie przeszkadza.
Udany dzień!

 

Coś się kończy, coś się zaczyna!

 

Remont
zakończony. Praca po kikanaście godzin dziennie, bolące plecy i pył w oczach za
nami, rejs przed nami. Razem z Markiem kukiem zacieramy ręce myśląc o
wypłynięciu.

 

Wypływamy.
Dni morza minęły bardzo, bardzo intensywnie. Oficerowie odzwyczaili sie od snu
skutecznie. Teraz jednak cieszymy sie jak dzieci. Oddaliśmy cumy, plyniemy!!!

 

Na
początek problem ze sterem. Mechaniczna część załogi diagnozuje i usuwa
usterkę. Uff. Niewiele wiatru, niewiele fali, za to błękit nad nami i pod nami.
Razem z Markiem planujemy czyszczenie magazynów, aby uczcić pierwszy od poł
roku dzień na morzu.