Miesięczne Archiwa: Styczeń 2010

REJS SYLWESTROWY!!!!

Rejs sylwestrowy na Chopinie po prostu musi byc udany – z takiego założenia wyszłam już drugi raz i nie zawiodłam się.

Wyruszyliśmy ze Szczecina 27ego grudnia. Już na Zalewie Szczecińskim spotkała nas niespodzianka w postaci tafli lodu, który miejscami okazał się całkiem solidny. Na pytanie znajomego wesołego pana pilota o klasę lodową statku zmieszaliśmy się nieco, ale na szczęście pan pilot żartował i zaraz potem poprosił o kolejną herbatkę. Zimno było na mostku przeokropnie.

Pierwszy port to Warnemunde. Ship chandler miał pełne ręce roboty przy naszym zamówieniu sylwestrowego „prowiantu”. Porcik mały i przyjazny. Wart tego, aby tu jeszcze przypłynąć. Kupiłam sobie upragniony od dawna nóż w upatrzonym przez Michała i Justynę sklepie.

Do Kopenhagi wejść się nie udało. Odsyłano nas od jednego urzędnika do drugiego, po czym po 20min wiszenia na telefonie przełączono mnie do urzędnika numer jeden. Daliśmy za wygraną w walce z niejasnymi przepisami i poszliśmy do Malmoe. Miasto okazało się być bardzo interesujące. Wraz z Kaczką zwiedziłyśmy to, co było otwarte, w szczególności park z podgrzewaną sadzawką dla łabędzi, po czym zgodnie stwierdziłyśmy, że w lato musi tam być jeszcze ładniej.

Impreza sylwestrowa…no cóż, jak to wśród żeglarzy – UDANA! Zaczęło się niewinnie, gdy kobitki zebrały się w mesie oficerskiej celem przeprowadzenia prac upiększających. Później przy użyciu megafonu zwołano załogę do klasy, gdzie DJ Dr Skwara raczył nas interesującą muzyką aż do rana. Na parkiecie królował bezdyskusyjie mechanik Krzysiu. Cook Marek w tym roku także poszalał odbijając sobie sylwestra sprzed dwóch lat. Bosman z kolei okazał się fanem rytmów latynoamerykańskich.
O północy zostały wybite tradycyjne szklanki noworoczne w liczbie ośmiu, otwarto szampana, wraz z którym strumieniami lały się też życzenia. Potem potoczyło się sprawnie do rana. Wniosek z zabawy był taki, że niezależnie od stopnia fajności załogi, który z tym rejsie był wysoki, załoga zawodowa i tak schodzi z parkietu ostatnia;-)

Wróciliśmy do Polski w dobrych humorach. Na Zalewie było więcej lodu. Siedząc w mesie dzięki odgłosom łamania tafli miało się wrażenie, że przecina poszycie. Mijaliśmy laminatowy katamaran, który uwiązł w lodzie i ratował go holownik. Facet chciał płynąć do Anglii. Powodzenia.

Po rejsie…jak to po rejsie. Trzeba wrócić do domu…nacieszyć się łóżkiem i wanną;-)