Miesięczne Archiwa: Marzec 2008

..:::..

Okazało się, że dostęp do Internetu jest o wiele trudniejszy, niż przypuszczałam. Wachty trapowe skutecznie ograniczają czas. Dziś przypadł dzień wolny, czyli 24h bez wacht trapowych. W rzeczywistości ostało mi się 5h wolnego z uwagi na to, że rano trzeba było jechać do Immigration Office i przerobić się z turystki na „CREW”;) 0 1700 za to musiałam zjawić się na pokładzie i dokończyć przejmowanie obowiązków od poprzedniej II of. Zwiedzanie Cape Town odbyło się ekspresowo. Postanowiłam skorzystać z wypróbowanej już wcześniej w podobnych sytuacjach metody i kupiłam bilet na „sightseeing bus tour”, czyli objazdową wycieczkę po mieście dwupoziomowym, odkrytym busem z przewodnikiem. Musze powiedziec, ze pomysl był udany, bo pozwolił na poznanie ogólnego charakteru miasta i na wjechanie kolejką na Table Mountain! Pogoda dopisała i widoki były naprawdę super, co widać na zdjęciach. Doświadczyłam też słońca Afryki, które spaliło mnie na raka do tego stopnia, że na statku oferowano balsamy łagodzące;) będzie dobrze, nie pierwszy raz i nie ostatni mam skórę koloru cegłyJ Wrażenia o mieście Kaapstadt jak najbardziej pozytywne. Jest ono podzielone klasowo – są dzielnice bogate i biedne. Ludzie są tu otwarci i generalnie przyjaźnie nastawieni, choć z opowieści wiem, że nie wszyscy na takich trafiali. Ceny wschodnioeuropejskie. Otwarcie mówi się, że po godzinie 1800 po mieście nie jest bezpiecznie poruszać się pieszo. Wyjątek stanowią dzielnice turystyczne jak Waterfront, gdzie zacumowana jest Concordia. Miejsce to tętni życiem o każdej porze. Miałam dziś okazję pójść na piwo do lokalnego baru z I oficerem – kpt. Adamem Buszem i oboje odnieśliśmy wrażenie, że co jak co, ale na pewno Waterfront cichy nie jest;)Moje życie na statku zaczyna się normować. Będę musiała się sporo nauczyć –  Concordia jest statkiem konwencyjnym i obowiązują ją przepisy, z którymi nie miałam dotychczas do czynienia. Do moich obowiązków należy śmieciologia (prowadzenie sprawozdań dotyczących ilości i rodzaju produkowanych śmieci oraz ich utylizacji, a więc „garbage management”;), cały sprzęt ratunkowy i korekta pomocy nawigacyjnych. Ta ostatnia jest prosta i w miarę przyjemna, natomiast całość materiału obejmującego środki bezpieczeństwa i ratunkowe jest spora, toteż rozpoczęłam prowadzenie notatniczkaJ Statek wyposażony jest pierwszorzędnie: skafandry ratunkowe (inmersion suits) dla każdego, sprzęt p-poż z prawdziwego zdarzenia itp. Obcowanie z tymi dobrodziejstwami uświadamia mi, jak kiepsko stoją nasze polskie kursy bezpieczeństwa STCW w przełożeniu na rzeczywiste wymagania. Mówiąc prościej, czasem wstydziłam się własnej niewiedzy w sprawach czysto praktycznych, bo o teorię tu nikt nie pyta, a Polskie szkolnictwo się w niej lubuje. Obowiązki przekazała mi wspomniana wcześniej stara IIof. Zajęło jej to baaaardzo dużo czasu, którego większość poświęciła na puste gadanie. Nie jest też fajne, że cały czas śpi w mojej kabinie, w której nie mogę się ostatecznie rozgościć. Na szczescie jutro ma samolot do rodzinnych Niemiec i wreszcie będzie spokój. Z resztą kadry jak na razie się dogaduję. Są bardzo wyrozumiali w sprawach językowych(!). Właśnie – sprawy językowe. Okazało się, że nie wiem za wiele odnośnie żeglarstwa po angielsku. Ściślej – muszę się duuużo nauczyć. Inaczej wyglądają komendy w książce, a inaczej przy prawdziwych żaglach… Cóż, mam chyba szansę;)Przykrą sprawą jest wyżywienie. Nie dość, że jest go mało, to jeszcze jest dziwne i zazwyczaj zimne i niesmaczne. Na śniadanie pojawiają się płatki i zimne mleko, do picia woda. Na lunch kanapki (czytaj: chleb i sałata). Na kolacje cos „gotowanego”, wliczając jajecznicę. Grace, nasza pani Cook, prowadzi zapisy na posiłki w porcie. Byłoby to zrozumiałe, gdyby pro-crew automatycznie się tu wliczała, ale…tak nie jest. Ostatecznie żeby dostać coś do jedzenia, trzeba się wpisać na listę odpowiednio wcześnie. Posiłki nigdy nie są na czas. Praktycznie nie ma mięsa. Jest głównie sałata. I woda do picia. Co tu dużo gadać – jedzenie marne i nie poprawia nam, Polakom, humoru, za to poprawia sylwetkę;p Dzieciaki wydają się sympatyczne. Mam nadzieję, że to tylko kwestia podejścia, żeby wydusić z nich nieco zapału do pracy żeglarskiej.Tak wiec minął mój trzeci dzień na pokładzie. Nie jest gorzej, więc może będzie lepiejJ Cieszę się, że tu jestem, a przede mną jeszcze wiele pięknych miejsc. Grunt to optymizmJ Buziaki:*

DZIEŃ 1/ TYDZIEŃ 1

No to jestem na drugim końcu świata. Lot minął spokojnie, dojazd na statek podobnie bez przeszkód. Ciężko oceniać na tym etapie, ale co do jednego jestem pewna – TU JEST ZUPEŁNIE INACZEJ, niż na ktorymkolwiek z polskich żaglowców. Polska załoga nastawiona przyjaźnie, toteż nie obyło się bez kilku dobrych rad na początek, które jak na razie pokrywają się ze stanem faktycznym;-) Zostałam ostrzeżona, że na statku schudnę – kuchnia kanadyjska na Concordii cechuje się malizną i specyficzną specyfiką przygotowania posiłku;) W kambuzie praktycznie nie ma rzeczy dostępnych między posiłkami – nawet pudełka z kawą czy herbatą są podpisane. Tak samo w lodówce. Co do załogi zawodowej i podziału obowiązków oraz ich wykonywania – jestem pewna, że nauczę się tu odpowiedzialności i opanuję działy, które dotychczas znałam tylko jako hasła. 
Z fajnych rzeczy – przekazanie obowiązków przez II oficera zabrało cały dzień i mam wrażenie, że więcej mnie nauczyło, niż wszystkie kursy STCW;)
Buziaki!!! 

Na dzień przed wylotem…

No i nadszedł długooczekiwany dzień przed wylotem. Pierwszy raz w życiu mam MAŁO bagażu na rejs (mało jak na mnie;). Pomyśleć, że nie wierzyłam, jak mi mówiono, że na kilkumiesięczny rejs można się spakować w pół worka;-) Następna notka z Cape Town!

GRAFIK, czyli gdzie i kiedy przez 3 miesiące:-)

Mar 26 – Mar 31: Cape Town, South Africa
Apr 06 – Apr 10: Walvis Bay, Namibia
Apr 21 – Apr 24: St. Helena, United Kingdom
May 11 – May 14: Natal, Brazil
May 21 – May 25: Belem, Brazil
Jun 06 – Jun 09: Bahia de Samana, Dominican
Jun 16 – Jun 20: Hamilton, Bermuda
Jun 25 – …: Lunenburg, Nova Scotia, Canada

A oto stateczek! :-)

Concordia